Pages

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współpraca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współpraca. Pokaż wszystkie posty

Dwa zużycia i nowe testy.

Wczoraj dokonałam dwóch zużyć, co jest dla mnie nie lada wyczynem, bo ja mam duże problemy ze zużywaniem kosmetyków. A tu aż dwa!



Pierwszą zużyłam eko odżywkę do włosów Sesa. Przerzuciłam się jakiś czas temu na naturalną pielęgnację i zakupiłam między innymi ten produkt.
Odżywka SESA- włosy jedwabiste i błyszczące.
Ultra bogata i orzeźwiająca odżywka SESA skutecznie nawilża włosy. Unikalna formuła z masłem she doskonale odżywia włosy oraz dodaje im blasku. Przywraca równowagę przetłuszczającej się skórze głowy. Naturalny przeciwutleniacz aloes chroni włosy przed promieniowaniem UV i zanieczyszczeniami środowiska. Odżywka SESA to sposób na doskonale odżywione i lśniące włosy. Regularnie stosowana ułatwia rozczesywanie włosów.


Ma fajny skład, aloes i shea na pierwszych miejscach, liczyłam więc na nawilżenie moich kręciołów. Jest jej malutko, bo tylko 150ml, ale ja używałam jej co któreś mycie. 
I cóż, nie byłam zadowolona. Odżywka jest dość gęsta, ma ładny zapach, dobrze się rozprowadza i nie spływa, ale...z moimi włosami nie robi nic. Włosy po jej użyciu są tępe, trudno się rozczesują, nie są absolutnie nawilżone, a wręcz dziwne  w dotyku. Nie kupię jej ponownie.

Drugi produkt, to krem do stóp z mocznikiem z firmy Eveline. Uważam, że na suche pięty mocznik jest najlepszy, ale zazwyczaj kremy zn im są drogie. Ten kosztował poniżej 10zł, a mocznik jest na drugim miejscu w składzie! Krem się nie klei, dobrze się wchłania. Ale co najważniejsze, działa! Na opakowaniu pisze, że efekt po 7 dniach, natomiast ja widziałam różnicę od pierwszego użycia. W krótkim czasie doprowadził moje pięty do gładkości, a byly w naprawdę opłakanym stanie. Na dzień dzisiejszy jest to najlepszy krem do stóp w tej cenie jakiego używałam i na pewno kupię ponownie.
Jedynym minusem, że pod koniec bardzo trudno było wydobyć resztki z opakowania, więc je rozciełam- okazało się, że całkiem sporo go jeszcze było. 



Dosłownie przed chwileczką przybył do mnie kurier i przywiózł paczkę z dwoma kosmetykami. Nawiązałam współpracę z firmą Sulphur, produkującą naturalne kosmetyki na bazie leczniczych borowin i wód siarczkowych. Jestem tych kosmetyków naprawdę bardzo ciekawa, bo mam ogromne problemy ze skórą.
Otrzymałam dziś kąpiel borowinową SPA oraz mineralny krem siarczkowy. Zaczynam od dziś testy!


Na fali testów- żele pod prysznic Apart Natural.

Testów ciąg dalszy- tym razem żele pod prysznic Apart Natural z linii preBIOtic, o której pisałam szerzej w poprzednim poście.
Przez ostatnie dni używam na zmianę wszystkich 4 i myślę, że już mogę coś o nich powiedzieć.


Testuję 4 wersje zapachowe: figa i irys, algi i goji, jedwab i noni oraz oliwka i buriti. W poprzednim poście padły pytania co to noni:)

Noni- morwa indyjska .Lecznicze właściwości noni znane były już od pradawnych czasów, dlatego też mawia się o tej roślinie "aspiryna starożytności". Roślina przetwarzana jest w całości – liście, łodygi, korzenie, jednak szczególnie popularny stał się obecnie sok z jej owoców sprzedawany również w aptekach. Sok z owoców tej rośliny wspomaga procesy lecznicze. Owoc ten posiada na dzień dzisiejszy 100 składników opisanych przez lekarzy jako pomocne w różnych schorzeniach. Ma między innymi działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne.

Buriti-palma Buriti jest często nazywana "drzewem życia" ze względu na to, że wszystkie elementy rośliny są uważane za pożyteczne i od stuleci wykorzystywane przez mieszkańców dorzecza Amazonki. Owoc Buriti jest używany do produkcji soków, drinków oraz jako dodatek do potraw. Ze względu na wysoką zawartość beta-karotenu, olej z owocu Buriti ma zastosowanie w kosmetyce. Działa odżywczo i witalizująco na skórę oraz chroni ją przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. 

Goji-ogromna ilość wartości odżywczych o dużym natężeniu powoduje, że owoce goji mają szeroki wpływ na funkcjonowanie organizmu.Owoce goji opóźniają procesy starzenia, co niewątpliwie prowadzi do długowieczności. W medycynie chińskiej są stosowane jako lek przy chorobach serca, nerek, płuc oraz przy dolegliwościach reumatycznych. Niezwykła mieszanka cennych składników w jagodach jest także świetnym środkiem zaradczym na wszelkiego typu alergie i wysypki skórne. Nie dość tego poprawia nastrój, likwiduje zmęczenie i usprawnia pamięć. Poza tym „czerwone diamenty” znane są także ze swoich właściwości antybakteryjnych i przeciwgrzybicznych.


 Przede wszystkim opakowania żeli bardzo cieszą oko- wpisują się w obecne trendy, są kolorowe, pastelowe, śliczne:) Żel ma pojemność 400ml, także całkiem sporo w porównaniu do standardowych opakowań. Ma podobną konsystencje co mydło, w moim odczuciu odrobinkę bardziej gęstą.
Buteleczka jest wygodna, nie wyślizguje się z ręki pod prysznicem.
Sam żel jest bardzo kremowy, treściwy. Niewielka ilość jest potrzebna by umyć całe ciało, ładnie się pieni, ale nie za mocno. Jest hipoalergiczny, nie spowodował u mnie ani u mojej mamy alergiczki żadnych podrażnień czy przesuszeń.
Ciężko mi coś napisać o jego działaniu- ja nie wymagam od żelu pielęgnacji- zbyt krótki kontakt ma ze skórą. Żel ma dobrze myć- ten całkowicie spełnia swoje zadanie. A jego użytkowanie jest bardzo przyjemne- ze względu na zapach. Jest mocny i nie znika ze skóry.
Najbardziej przypadła mi do gustu wersja różowa i fioletowa- pachną jak najprawdziwsze perfumy i chętnie bym się w takie psikadło zaopatrzyła. Serio, musicie to sprawdzić:)

Składy są prawie identyczne:





P.S: Nie wiem co się stało z moim aparatem lub moją umiejętnością robienia zdjęc, że wychodzą takie ziarniste i nieostre. Bardzo za to przepraszam i obiecuję nad tym popracować.

Apart Natural- konkurs!

Tak jak zapowiadałam, mam dla Was konkurs:-) Obiecałam się podzielić tym co dostałam od firmy Apart Natural i tak też robię. 
Co jest do zgarnięcia? Aż 5 zestawów kosmetyków, każdy składający się z :
  • płynu do kąpieli
  • żelu pod prysznic
  • mydła w płynie


Dobór poszczególnych kosmetyków będzie niespodzianką:-) 

Co trzeba zrobić?



Nowa współpraca i zapowiedź konkursu

Nawiązałam w ostatnim czasie nową współpracę z marką Apart Natural. Zaproponowano mi przetestowanie nowej linii kosmetyków z prebiotykami, polecanych do pielęgnacji w szczególności skóry wrażliwej i wymagającej - preBIOtic z naturalnymi, podwójnymi ekstraktami w każdym rodzaju: figi i irysu, alg i goji, jedwabiu i noni, migdału i kokosu oraz oliwki i buriti.

Przyznam się, że znam produkty tej firmy, widywałam w drogerii, ale jakoś nigdy nie miałam okazji wypróbować, dlatego z przyjemnością sprawdzę, co to za nowe cuda.

Jak zobaczyłam rozmiary paczki, to oczy wyszły mi z orbit:) Same zobaczcie, co w niej znalazłam :



Zobaczcie, jak ładnie był zapakowany płyn do kąpieli i żel pod prysznic, poczułam się rozpieszczona:


Dodatkowo bardzo miłym ( i trafionym!) prezentem od firmy był kuferek na biżuterię:


Jak widzicie, kosmetyków jest ogrom, dlatego zachęcam do śledzenia  w najbliższym  czasie bloga, gdyż oczywiście nie zamierzam wszystkiego zostawić sobie (chociaż zapachy mają obłędne, a ja jestem zapachową maniaczką::) )! Bardzo chętnie się podzielę tymi produktami z Wami, a właściwie większa częśc trafi do Was:) 

dlatego jeszcze w tym tygodniu spodziewajcie się konkursu!


Przedwakacyjny program przygotowawczy oraz słowo o współpracach.

Planuję wakacje pod palmami w tym roku, dlatego postanowiłam wdrożyć program przygotowawczy, co by nie straszyć ludzi na plaży:)
Obszar nad którym chciałabym się szczególnie poznęcać, to brzuch, pupa i uda. 
Jestem szczupła, ale mój brzuszek jest daleki od ideału a na udach gości niemile widziany gość na c....

Odkurzyłam rower, w razie niepogody mam też rowerek stacjonarny. Ale przede wszystkim chcę zaangażować do działania moje rolki- miałam je na nogach kilka razy tylko, ale teraz solennie obiecałam sobie wreszcie nauczyć się jeździć i robić to CO NAJMNIEJ raz w tygodniu.

Z pomocą przyszła mi również firma Lirene przesyłając zestaw kosmetyków do walki z cellulitem:

Do zestawu dołączona była świetna rękawica masująca:

(zawszetrendy.pl)
Z takim zestawem moja pomarańczowa skórka nie ma szans!

W paczce znalazłam również do wypróbowania Fluid matujący z Under Twenty, który musi poczekać, aż skończy mi się szlaban na kosmetyki do twarzy:-)


A w temacie współpracy z firmami, chciałam napisać kilka słów.
Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona współpracą z Laboratorium Kosmetycznym dr Eris (do której należą też właśnie marki Lirene, Under Twenty, Pharmaceris). Firma przesyła mi regularnie kosmetyki do testów, z dołączonymi ciepłymi słowami, życzeniami itp, dokładając jakieś miłe gadżety ( w tej paczce otrzymałam szklaną podstawkę i świeczki). Na maila również dostałam życzenia świąteczne. Firma nie komentuje moich recenzji, które nie zawsze są pochlebne, nie burzy się.Mam wolną rękę, mogę pisać co chcę, nie mam żadnych terminów ani też tak naprawdę obowiązku opisywania wszystkiego, czego dostaję. W grudniu otrzymałam paczkę z dwoma kremami 50+, które siłą rzeczy dałam mamie. Nie opisywałam ich na blogu, bo ich nie używałam. Mimo to jak widać, współpraca nadal trwa. Super!

I jeszcze jedną firmę chciałam pochwalić, która też mnie bardzo zaskoczyła. Zakończyłam testowanie produktów Welli, poinformowałam przedstawicielkę firmy o wystawionych recenzjach. Dostałam maila zwrotnego z pytaniem, które produkty najbardziej przypadły mi to gustu (pisałam o tym na blogu, ale o to się nie czepiam:) ). Odpisałam zgodnie z prawdą, że maska do włosów oraz lakiery. Jakież było moje zdziwienie, gdy otrzymałam paczkę z zapasem maski, lakieru oraz dodatkowym kosmetykiem do wypróbowania - spray'em do włosów. 

Po róznych negatywnych rzeczach o jakich się czyta, o dziwnych wymagania firm, to jest naprawdę miłe.
Oby więcej takich profesjonalistów było u nas w Polsce:-)

Stylizacja włosów z Wellą.

Jak zapewne pamiętacie, dostałam wielką pakę od Welli, w której znalazły się między innymi pianki i lakiery.
Część z tych produktów rozdałam, a więc w efekcie przetestowałam 3 lakiery i dwie pianki do włosów, o których dzisiaj chcę napisać zbiorczo, gdyż w mojej opinii produkty te nie różnią się aż tak, żeby o każdym z nich pisać osobno:-)

Zarówno lakier jak i pianka są podobnych gabarytów, jeśli chodzi o opakowanie. Pianka ma 200ml, lakier 250. Wygodnie się ich używa, pianka ma dodatkową zakrętke, lakier nie ma, co wg mnie jest plusem, bo ja zawsze i tak gubię nakrętki.



Najpierw będzie o piankach. Testowałam piankę Hydro Style (bardzo mocno utrwalającą) oraz piankę Stylizacja i odnowa (mocno utrwalającą).

Czego oczekuję od pianki? Przede wszystkim utrwalenia i podkreślenia loków, bo w nawilżenie czy regenerację tego typu produktów nie wierzę:) Czego sobie nie życzę? Sklejania, wysuszania i nienaturalnych strąków. Czy pianki spełniają moje oczekiwania? Tak. 
Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o działanie - nie widzę różnicy pomiędzy tymi dwoma piankami. Obie delikatnie pachną, obie utrwalają skręt. Włosy nie są sklejone, wyglądają naturalnie. Po nocy wydaje się, że nie ma już śladu kosmetyku, ale wystarczy tylko lekko zwilżyć włosy, aby skręt wrócił. Pianka nie ma w składzie alkoholu, co jest ogromnym plusem- nie wysusza włosów. Dozownik spisuje się znakomicie, wychodzi odpowiednia ilość a sama pianka jest gęsta i nie spływa z palców. Wydajność super- będę miała je bardzo długo. Wad nie zauważyłam.



Lakiery. Produkt, którego używam znacznie częściej niż pianki. Testowałam lakier Hydro Style (bardzo mocno utrwalający), Sensitive (mocno utrwalający) oraz Stylizacja i odnowa (mocno utrwalający). Tutaj już nie ma tak pięknie- alkohol na pierwszym miejscu w składzie, jednak nie zauważyłam, aby produkty miały jakiś wpływ na kondycję włosów. Lakiery łatwo się wyczesują, nie sklejają włosów, nie tworzą hełmu, po nocy (albo wyczesaniu włosów) w zasadzie nie ma po nich śladu. Trwałość- tutaj najmniej do gustu przypadł mi Sensitive- jak dla mnie zbyt słabe utrwalenie, lakier jest bardzo delikatny i w ogóle nie pachnie. Najbardziej spodobał mi się Hydro Style- utwala dobrze, moje loki wyglądają bardzo naturalnie, a jednocześnie trzymają się cały dzień. 
Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to wydajność- lakieru używała jedna osoba codziennie i druga osoba raz na ok 2-3 dni i każda butelka starczyła na mniej więcej 2 tygodnie ( a w zasadzie trochę mniej). 




A Wy? Używacie lakierów i pianek? Bez czego nie wyobrażacie sobie stylizacji włosów?

Nowa współpraca i nowe rozdanie!

Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z marką Wella i otrzymałam od nich produkty do testów.
Wielkość paczki mnie zaskoczyła pozytywnie:) Oto co otrzymałam:


W ostatnim czasie mam sporo produktów do włosów do testowania, dlatego postanowiłam się podzielić i rozdać Wam część produktów.

Do zgarnięcią przez jedną osobę będzie:

Lakier i piankia do włosów bardzo  mocno utrwalająca.

Druga osoba dostanie:

Piankę do włosów Sensitive- dla wrażliwej skóry głowy.
 Jako, że dostałam te produkty do testów, warunkiem rozdania jest też deklaracja napisania krótkiej recenzji na temat ww. produktów.

Warunki rozdania:

1. Warunkiem rozdania jest bycie publicznym obserwatorem mojego bloga oraz pozostawienie komentarza pod tym postem wraz z informacją, którą nagrodą jesteś zainteresowana.
2. Odpowiedzenie na pytanie: Dlaczego to właśnie Ty chciałabyś wypróbować produkty Wella?
3. Po otrzymaniu i wypróbowaniu kosmetyków napisanie krótkiej recenzji/opisanie wrażeń. Recenzje możesz zamieścić na swoim blogu i/lub przesłać ją mi, a ja ją zamieszczę tutaj.


Dwa najciekawsze  komentarze zostaną nagrodzone ww. kosmetykami, ufundowanymi przez Wellę.
Konkurs trwa od dzisiaj, tj. 27.01.2012 do 10.02.2012. 
Wyniki zostana umieszczone na blogu w dniu następnym, tj. 11.02.2012.

Nagroda zostanie wysłana pocztą w ciągu 7 dni roboczych.


Powodzenia!



Nowa odsłona Pantene cz. I

Jak słusznie udało się zgadnąć Ninnette w poprzednim poście, w ten wtorek, 10 stycznia, miałam przyjemność wziąć udział w konferencji prasowej Pantene.
Spotkanie miało na celu prezentacje zupełnie nowej odsłony kosmetyków oraz przedstawienie nowej ambasadorki marki.
Konferencja odbyła się w Warszawie, w siedzibie Likus Concept Store. 
Przybyłam trochę wcześniej i pozwiedzałam, także jak dotarłam na miejsce to już byłam nieźle zmordowana:)
Zostałam bardzo serdecznie powitana przez przedstawicielki Pantene ( bardzo miło było poznać osoby znane do tej pory z mailowej korespondencji:) ) i z wielką niecierpliwością oczekiwałam na rozpoczęcie spotkania.
Sala powoli zapełniała się dziennikarzami i fotografami, było naprawdę sporo ludzi.
Prowadzącą imprezę była Marzena Rogalska, bardzo przeze mnie lubiana zresztą, która zapowiedziała wejście nowej ambasadorki marki Pantene. Okazała się nią być Marta Żmuda Trzebiatowska:

(fot. Pantene)

 Marta na żywo jest tak samo śliczna jak w telewizji, a nawet bardziej, a do tego ma przepiękne włosy!
Opowiedziała o tym, co znoszą jej włosy w pracy oraz co sądzi o kosmetykach Pantene i który jest jej ulubiony ( Serum Scalające Rozdwojone Końcówki).


Następnie stylistka Monika Jaruzelska opowiedziała, jak zmieniała się moda na przestrzeni lat poprzez przełomowe odkrycia takie jak gorset, lycra itp, a makijażysta gwiazd Wilson opowiedział o tym samym z urodowego punktu widzenia- mówil m.in. o makijażu nude i smoky eye. Towarzyszyła temu obrazująca to prezentacja.

(fot. Pantene) Od lewej: Monika Jaruzelska, Wilson, Marta Żmuda Trzebiatowska, Marzena Rogalska, Steve Shill, tłumaczka:), Martyna Kostrzyńska
Następnie zastępca dyrektora laboratorium Pantene, Steve Shill opowiedział o wynikach 7-letnich badań i ich efektach, jakimi są zupełnie nowe produkty Pantene. Nowe są nie tylko opakowania, ale przede wszystkim skład.
Na koniec pani Martyna Kostrzyńska, przedstawicielka Pantene opowiedziała, co te zmiany oznaczają dla Polek i jakie produkty znajdziemy na półkach sklepowych.

Po konferencji był czas na poczęstunek (bardzo wytwornie podany), rozmowy, przyjrzenie się nowym produktom oraz zdjęcia.

(fot.Pantene) Od lewej: Martyna Kostrzyńska, Marta Żmuda Trzebiatowska, ja:), Wilson.

Przy wyjściu otrzymałam miły upominek od Pantene i już przebieram nogami, żeby wszystko wypróbować i Wam opisać.

O tym co znalazłam w paczce oraz o tym co tak naprawdę oznacza ta rewolucja w Pantene i jakie produkty wchodzą w jej skład przeczytacie w następnym poście:-)


Chciałabym jeszcze raz serdecznie podziękować marce Pantene za zaproszenie!



(Przed)Świąteczne niespodzianki.

W tym przedświątecznym tygodniu czekało na mnie kilka niespodzianek.
Pierwsza, która przyszła, naprawdę mnie zaskoczyła. Tak jak wiele z Was otrzymałam miły upominek od firmy Werner i Wspólnicy razem z życzeniami:


Bardzo lubię takie rzeczy. Świeczka się pali a ozdoby wylądowały na choince i prezentują się tak:


Prawda, że pięknie?
Kurier zaskoczył mnie również wielką paczką od Lirene i Under Twenty . Kremy są dla dojrzałej cery i przydadzą się mojej mamie, natomiast kosmetyki Under Twenty będą dla mnie. W paczuszce znalazłam również opaskę do włosów i album na zdjęcia oraz miłe życzenia:


Serdecznie dziękuję obu firmom za te niespodziewajki!
Dostałam również mailowe świąteczne życzenia od Virtual, co też jest miłym gestem:-)

Nawiązałam również współpracę z firmą Pantene Pro-V od której otrzymałam do przetestowania zestaw kosmetyków do włosów, także spodziewajcie się recenzji w najbliższym czasie!


Dodatkowo otrzymałam zapewnienie, że jeśli będę miała pytania na temat pielęgnacji włosów, odpowie na nie ekspert Pantene, Agnieszka Płusa- Balcarek. Dlatego zachęcam Was dziewczyny, do skorzystania z tej niepowtarzalnej okazji- zostawiajcie pytania  w komentarzu, a ja prześlę je do Pantene i odpowiedzi umieszczę na blogu:-)

Acnelia M.

Czas na ostatni produkt Instituto Ganassini z serii Bioclin Acnelia, który otrzymałam do testów.
A jest nim krem Acnelia M.
Jest to emulsja do cery trądzikowej, wskazana do użycia po kuracji silniej działającym kremem Acnelia K.

Wg producenta krem ten dzięki wyselekcjonowanym składnikom  aktywnym  nawilża, reguluje wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych.
Ma przedłużyć działanie kuracji,sprawić, że skóra pozostanie idealnie nawilżona, jednolita, gładka i matowa. 

Co ja sądzę:
Tak jak w przypadku poprzednich produktów, do przetestowania dostałam 3 próbki po 3ml, które starczyły mi na ok tydzień używania rano i wieczorem więc moja opinia będzie niestety wg mnie niepełna, bo oparta na tak krótkim okresie czasu.
Z całej serii ten produkt najmniej przypadł mi do gustu.
Jest bardzo lekki, zbyt lekki jak dla mnie. Po posmarowaniu w ogóle nie czuję, że nałożyłam krem, to zdecydowanie zbyt mała dawka nawilżenia na noc, a zbyt mało matowi jako krem na dzień. W zasadzie nie wiele robi. Przy poprzednim kremie widziałam efekty, ten mnie nie zachwycił. Ot, zwykły kremik. Być może posiadaczki naprawdę tłustych cer będą zadowolone z niego, jakiego lekkiego nawilżacza na noc. 
Plusem natomiast jest delikatny zapach. Krem nie koił mojej skóry, ale też nie zrobił jej krzywdy- nie podrażnił ani nie zapchał. Można spróbować, chociaż ja w przyszłości zdecydowałabym się z całą pewnością na opisywany przeze mnie tutaj krem Acnelia K.

ANTYpryszczowo znów.

Pisałam Wam niedawno, że będę testować kosmetyki firmy Instituto Ganassini i dzisiaj nadszedł czas na pierwszą recenzję.
Do testów otrzymałam produkty z linii Bioclin Acnelia, czyli przeciwtrądzikowe.


Dostałam próbki i na nich oprę swoją opinię.

O linii:
BIOCLIN ACNELIA to linia preparatów do pielęgnacji wymagającej skóry mieszanej,
tłustej i trądzikowej.

Trądzik jest wynikiem nadmiernej produkcji sebum przez skórę, wywołanym zarówno
przez czynniki zewnętrzne (zanieczyszczenie powietrza, ekspozycja na promieniowanie
słoneczne) jak i wewnętrzne (nieprawidłowa dieta, stres, zaburzenia hormonalne).

Dzięki zawartości starannie wyselekcjonowanych składników aktywnych preparaty
BIOCLIN ACNELIA kompleksowo działają na 4 główne problemy skóry mieszanej,
tłustej i trądzikowej: nadmierna produkcja sebum, rozwój bakterii, stany zapalne skóry.
Kupicie je TUTAJ.

Bioclin Acnelia C - żel oczyszczający
 Co obiecuje producent?
  • Nie wysuszając czyści skórę, dokładnie usuwając zanieczyszczenia, nadmiar sebum i pozostałości po makijażu.
  • Dogłębnie oczyszcza pory sprawiając, że stają się one mniej widoczne.
  • Delikatnie złuszcza zewnętrzne warstwy epidermy, stymulując odnowę komórkową.
  • Reguluje i normalizuje produkcję sebum.
  • Hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
Preparat pozostawia skórę dokładnie i głęboko oczyszczoną. Pory są mniej widoczne, a skóra jest wyraźnie wygładzona zyskując „efekt nowej skóry”.
 Moja opinia:
Żel jest przezroczysty, o niezbyt gęstej konsystencji- dla mnie w sam raz. Nie pieni się, mimo to dokładnie oczyszcza skórę- wacik jest czysty. Lekko ją ściąga, ale nie wysusza. Zaraz po umyciu pory są zwężone, a skóra matowa, ja jednak muszę ją koniecznie czymś posmarować. Ciężko stwierdzić, czy działa antybakteryjne lub przeciwtrądzikowo, ale jak dla mnie- żel ma przede wszystkim oczyszczać i nie oczekuję po nim cudów- ten spisuje się dobrze. Do tego przyjemnie pachnie, łatwo go zmyć i jest przyjemny w stosowaniu. Skład:


Bioclin Acnelia K - kuracja przeciwtrądzikowa

Co obiecuje producent:
Kuracja przeciwtrądzikowa o działaniu mikro złuszczającym do skóry tłustej i skłonnej do wyprysków.  Wygładza powierzchnię skóry. Minimalizuje niedoskonałości skóry. Zapobiega rozmnażaniu się bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
Niedoskonałości skóry zostają usunięte, zaczerwienienia zmniejszone, a skóra odzyskuje jednolity wygląd i blask.


Moja opinia:
Ze wszystkich stosowanych przeze mnie kremów antytrądzikowych, to jest zdecydowanie mój faworyt i poważnie rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania. 
Krem ma dość rzadką konsystencje, łatwo się rozprowadza, niewielka ilość starczy na całą twarz- ja miałam łącznie 9ml kremu ( 3 próbki po 3 ml) i ta ilość starczyła mi na dwa tygodnie, także pełne opakowanie powinno starczyć na co najmniej 2 miesiące. krem delikatnie pachnie, nie pozostawia tłustej warstwy, nie czuć go na twarzy. Idealnie nadaje się pod makijaż- nie roluje się i nie waży. Odrobinę wysusza skórę, moja potrzebowała dodatkowego nawilżenia wieczorami. Matuje umiarkowanie- moją mieszaną buzie tak na ok 3 godz.
Ale! to co najbardziej mnie urzekło- po 2 tyg stosowania zauważyłam efekty! Co prawda niespodzianki nadal mi wychodziły, ale zaczęły dziać się cuda z moimi zaskórnikami - otóż te na policzkach rozszerzyły się i lekko na puchły. Po kilku dniach udało mi się dwa z nich bezproblemowo usunąć. Nie udało się to jeszcze żadnemu kremowi! Żałuję, że krem mi się skończył w takim momencie.
Podsumowując: nie spodziewałam się cudów, natomiast krem pozytywnie mnie zaskoczył -dla samego faktu, że usunął mi kilka zaskórników, które wydawały się nie do ruszenia, jestem jak najbardziej na TAK! Duet tych produktów u mnie się bardzo sprawdził.

I jeszcze skład:



Nowości Lirene i Under Twenty.

Hurra, udało mi się dzisiaj zrobić zdjęcia!
I wreszcie mogę pochwalić się paczką, jaką w zeszłym tygodniu dostałam od Lirene i Under Twenty.
Kosmetyki są już w trakcie testów, jednak na recenzje będziecie musiały trochę poczekać, zwłaszcza balsamów.
Oczywiście jak zawsze zapewniam, że recenzje będą rzetelne i nie ma na nie wpływu to, że te kosmetyki otrzymałam od ww. firm.
Oto co  znalazłam w paczce:





A już dziś podzielę się moją opinią na temat Kremowego żelu do mycia twarzy Under Twenty.
Mimo, że mam już znacznie powyżej 20 lat, bardzo ucieszyłam się z tego żelu, bo po pierwsze- mój właśnie mi się kończył, po drugie jest przeznaczony do wrażliwej cery i po trzecia dla skóry z niedoskonałościami. Czyli idealnie dla mnie!


Co obiecuje producent?
Żel zawiera wyciąg z ogórka i aloesu, a także aktywny cynk, te trzy składniki razem mają:
  • skutecznie zlikwidować zaskórniki
  • usunąć zanieczyszczenia
  • działać antybakteryjnie
  • matowić cerę
  • nawilżać.

Kosmetyk zamknięty jest w bardzo wygodnej, miękkiej tubie o pojemności 150ml. Jest zamykany, a nie odkręcany, za to duży plus- tubę z łatwością otworzymy jedną ręką. Żel ma kremową konsystencję, ani za rzadką , ani za gęstą, dobrze się rozprowadza, leciutko pieni, nie ma problemów, żeby dokładnie go spłukać.
Jeśli chodzi o zapach- jest z kategorii odświeżających, czuć tego ogórka i aloes:) mnie troszkę drażni, bo jest dość intensywny, ale wielbiciele świeżaków powinni być zadowoleni.



No ale ja tu gadu gadu, a co z obietnicami producenta, czyli z działaniem?

1. Skutecznie likwiduje zaskórniki. Cóż, ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo nie mam ich dużo i raczej nie są dla mnie problemem, ale te które mam jak były tak są. Także +/-.
2. Oczyszcza skórę z zanieczyszczeń. Tutaj spisuje się bardzo dobrze. Po myciu przecieram skórę tonikiem- wacik jest czysty. Dodatkowo pozostawia uczucie świeże i czystej cery. +
3. Działa antybakteryjnie. Ten punkt raczej nie jest łatwy do oceny. Często wyskakują mi pryszczyki, ogólnie nie jest to wielki problem, ale dość uciążliwy. Od kiedy stosuje żel wyskoczyła mi tylko jedna niespodzianka, ale może to być też kwestia zmasowanego ataku jaki zaczęłam przeprowadzać na mojej cerze ( będzie o tym osobna notka). Także znów +/-.
4. Matuje cerę. Mam dość błyszczącą cerę, jakiegoś większego matu niezauważyłam. -
5. Optymalnie nawilża. Tutaj też nie mam zastrzeżeń- nie mam ściągniętej skóry jak po wielu żelach, nie jest wysuszona. Mogę ten punkt zaliczyć z czystym sumieniem na + :)

Podsumowując kosmetyk spełnia 3/5 obietnic producenta, przy czym z najważniejszej - oczyszczanie- spisuje się znakomicie. Myślę, że to całkiem dobrze jak na żel do mycia twarzy i produkt jest wart uwagi zwłaszcza dla cer problematycznych, takich jak moja.