Pages

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

Pomarańczowo przeciw pomarańczowej...

...skórce. W walce z cellulitem wychodzi nam na przeciw Lirene z serią Stop Cellulit. Postanowiłam wypróbować serię kompleksowo, czyli peeling, serum i balsam. 







LIRENE (ANTI-CELLULITE) STOP CELLULIT PEELING MYJĄCY
Peeling myjący intensywnie wspomagający redukcję cellulitu.


LIRENE (ANTI - CELLULITE) STOP CELLULIT BALSAM ANTYCELLULITOWY 250 ML
Balsam antycellulitowy to skuteczny preparat o silnym działaniu antycellulitowym. Zawarty w balsamie innowacyjny kompleks SlimShape pomoże w walce z cellulitem, wyraźnie poprawiając wygląd skóry, wygładzając ją i napinając.


LIRENE (ANTI-CELLULITE ) STOP CELLULIT SERUM UJĘDRNIAJĄCE NA NOC
Intensywne serum antycellulitowe to unikalna receptura zawierająca innowacyjny kompleks SlimShape, który skutecznie walczy z cellulitem oraz nierównościami skóry, pomagając udoskonalić kształt Twojego ciała.
Oprócz tego w pomarańczowej serii znajdziemy jeszcze żel pod prysznic, Intensywne serum drenujące uda i pośladki, Intensywny krem-żel na dzień oraz Intensywny krem modelujący brzuch i talię.
Czyli naprawdę potężna bateria do walki z pomarańczową skórką:)


Wszystkie produkty są bardzo przyjemne w stosowaniu. Naprawdę pachną pomarańczą! Bardzo interesującym, odświeżający zapach. Dodaje energii zwłaszcza rano.
Peeling jest drobno ziarnisty i lekko zdziera, odpowiedni do stosowania zamiennie z żelem pod prysznic. Tarcie jest słabe, ale wystarczające by nie zrobić podrażnień ale by skóra była gładka.
Jeśli chodzi o serum i balsam- oba kosmetyki mają podobną, dość lekką konsystencję. Są lekko pomarańczowe i pachną jak cała seria. Zapach dość szybko się ulatnia. Dobrze się rozsmarowują i błyskawicznie wchłaniają, co jest ważne, zwłaszcza rano- a wskazane jest stosowanie tego typu produktów dwa razy dziennie. Jeśli chodzi o balsam i serum- ja nie widzę między nimi żadnej różnicy, oba są fajne:-)
Działanie- nie oszukujmy się, żadne kosmetyki nie zlikwidują nam cellulitu. Do tego ja jestem leniuszkiem i dość ciężko zmobilizować mi się do ćwiczeń. Także cellulit jest nadal:-) Ale przy regularnym stosowaniu tych kosmetyków skóra jest ładnie napięta, wygładzona i mam wrażenie, że o wiele jędrniejsza. Dlatego cudów spodziewać się nie należy, ale stosować profilaktycznie w połączeniu z dietą i ćwiczeniami- jak najbardziej!!!

Granulki szczęścia

Nie mam ostatnio weny do bloga, z powodu zbliżających się ogromnych zmian w moim życiu, ale na razie cii.....:)
Dlatego dzisiaj o produkcie, który od dawna leży i czeka na zrecenzowanie, w zasadzie prawie już go zużyłam. 
A mianowicie, o soli do kąpieli Tutti Frutti od Farmony.



Od producenta:
Tutti Frutti Aromatyczna sól do kąpieli z płatkami kwiatów i słonecznym zapachem mango i brzoskwini zawiera fitoendorfiny - cząsteczki szczęścia, które wprowadzają w doskonały nastrój, stymulują pozytywną energię, radość i chęć do działania. Owoce noni rosnące na bajecznych, przepełnionych słońcem wyspach Polinezji zwiększają wydzielanie endorfin, pozwalają cieszyć się wspaniałym nastrojem i pełnią szczęścia. Bogactwo minerałów działa regenerująco na skórę, znakomicie odżywia, wygładza i nawilża. Wyjątkowo lekka, puszysta piana zmysłowo otula ciało, a optymistyczny zapach pełni tropikalnego lata pobudza i orzeźwia. Aromatyczna sól myje i pielęgnuje, pozostawia skórę idealnie świeżą, jedwabiście gładką i aksamitną w dotyku.  


Ode mnie:
Sól jak to sól ma postać pomarańczowych kryształków. Gdzieniegdzie znajdziemy cząsteczki kwiatów. Po wsypaniu do wody ok 4 stołowych łyżek, woda zabarwia się na pomarańczowo. Nie robi piany, nie zostawia tłustej warstewki na powierzchni wody. Płatki kwiatów są wg zbędne, jest ich malutko, ot takie pływające niteczki. Wg informacji na opakowaniu, produkt zawiera fitoendorfiny- czyli cząsteczki szczęścia... Szczerze mówiąc, mogłoby ich nie być, a i tak ten produkt poprawiałby nastrój, ze względu na zapach! Mango i brzoskwinia- tropikalny, owocowy, przywodzący na myśl lato- doskonały na każdą porę roku. Zapach jest intensywny, unosi się w całej łazience. Niestety, nie zostaje potem na skórze. Nie zauważyłam jakiś szczególnych właściwości pielęgnacyjnych. Minusem tej soli jest dla mnie to, że nie rozpuszcza się do końca,a ja nie lubię szorowania tyłkiem po kryształkach:) ale można to potraktować, jako dodatkowy peeling. Sól wystarczy na kilka użyć, ale jest niedroga, ok 10zł. Myślę, że warto podarować sobie chwilę przyjemności i wypróbować choćby i dla samego zapachu:)


Apart Natural- trzecia odsłona

Dziś juz krótko, bo w zasadzie nie mam zbyt wiele do dodania:-)
Pisałam Wam już o mydłach i żelach pod prysznic, wisienką na torcie są płyny do kapieli.
Jako szczęśliwa posiadaczka wanny, uwielbiam się w niej wylegiwać, wlewając pod strumień płynącej wody wszystko co możliwe. Wlewałam i płyny Apart Natural- znów we wszystkich czterech wersjach.



Płyny do kąpieli wlane do wanny nie zabarwiają wody, ale tworzą ładną gęstą pianę, która nie opada. Kąpiel jest prawdziwą przyjemnością:) Wystarczy troszkę, żeby mieć wannę pełną piany, w związku z czym płyn starczy na długo, zwłaszcza, że jest w ogromnej butli- 750ml. 
Jeśli chodzi o działanie- nie podrażnia. Czy przesusza? Długie kąpiele zawsze wysuszają skórę, dlatego ja obowiązkowo smaruję ją potem balsamem. O walorach pielęgnacyjnych ciężko się wypowiedzieć- wg mnie płyny dbają o skórę, nie robiąc jej krzywdy, czy robią coś więcej- nie wiem.
Zapachy- jak w całej serii cudowne! I znów moimi faworytami są jedwab i noni oraz figa i irys:) Zapach unosi się w całej łazience i długo pozostaje na skórze.









Podsumowując:
Cóż moge powiedzieć- to były bardzo udane testy. Produkty spełniły moje oczekiwania, bardzo przyjemnie mi się ich używa i szczerze polecam każdemu. Dobry produkt za dobrą cenę:)

Na fali testów- żele pod prysznic Apart Natural.

Testów ciąg dalszy- tym razem żele pod prysznic Apart Natural z linii preBIOtic, o której pisałam szerzej w poprzednim poście.
Przez ostatnie dni używam na zmianę wszystkich 4 i myślę, że już mogę coś o nich powiedzieć.


Testuję 4 wersje zapachowe: figa i irys, algi i goji, jedwab i noni oraz oliwka i buriti. W poprzednim poście padły pytania co to noni:)

Noni- morwa indyjska .Lecznicze właściwości noni znane były już od pradawnych czasów, dlatego też mawia się o tej roślinie "aspiryna starożytności". Roślina przetwarzana jest w całości – liście, łodygi, korzenie, jednak szczególnie popularny stał się obecnie sok z jej owoców sprzedawany również w aptekach. Sok z owoców tej rośliny wspomaga procesy lecznicze. Owoc ten posiada na dzień dzisiejszy 100 składników opisanych przez lekarzy jako pomocne w różnych schorzeniach. Ma między innymi działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne.

Buriti-palma Buriti jest często nazywana "drzewem życia" ze względu na to, że wszystkie elementy rośliny są uważane za pożyteczne i od stuleci wykorzystywane przez mieszkańców dorzecza Amazonki. Owoc Buriti jest używany do produkcji soków, drinków oraz jako dodatek do potraw. Ze względu na wysoką zawartość beta-karotenu, olej z owocu Buriti ma zastosowanie w kosmetyce. Działa odżywczo i witalizująco na skórę oraz chroni ją przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. 

Goji-ogromna ilość wartości odżywczych o dużym natężeniu powoduje, że owoce goji mają szeroki wpływ na funkcjonowanie organizmu.Owoce goji opóźniają procesy starzenia, co niewątpliwie prowadzi do długowieczności. W medycynie chińskiej są stosowane jako lek przy chorobach serca, nerek, płuc oraz przy dolegliwościach reumatycznych. Niezwykła mieszanka cennych składników w jagodach jest także świetnym środkiem zaradczym na wszelkiego typu alergie i wysypki skórne. Nie dość tego poprawia nastrój, likwiduje zmęczenie i usprawnia pamięć. Poza tym „czerwone diamenty” znane są także ze swoich właściwości antybakteryjnych i przeciwgrzybicznych.


 Przede wszystkim opakowania żeli bardzo cieszą oko- wpisują się w obecne trendy, są kolorowe, pastelowe, śliczne:) Żel ma pojemność 400ml, także całkiem sporo w porównaniu do standardowych opakowań. Ma podobną konsystencje co mydło, w moim odczuciu odrobinkę bardziej gęstą.
Buteleczka jest wygodna, nie wyślizguje się z ręki pod prysznicem.
Sam żel jest bardzo kremowy, treściwy. Niewielka ilość jest potrzebna by umyć całe ciało, ładnie się pieni, ale nie za mocno. Jest hipoalergiczny, nie spowodował u mnie ani u mojej mamy alergiczki żadnych podrażnień czy przesuszeń.
Ciężko mi coś napisać o jego działaniu- ja nie wymagam od żelu pielęgnacji- zbyt krótki kontakt ma ze skórą. Żel ma dobrze myć- ten całkowicie spełnia swoje zadanie. A jego użytkowanie jest bardzo przyjemne- ze względu na zapach. Jest mocny i nie znika ze skóry.
Najbardziej przypadła mi do gustu wersja różowa i fioletowa- pachną jak najprawdziwsze perfumy i chętnie bym się w takie psikadło zaopatrzyła. Serio, musicie to sprawdzić:)

Składy są prawie identyczne:





P.S: Nie wiem co się stało z moim aparatem lub moją umiejętnością robienia zdjęc, że wychodzą takie ziarniste i nieostre. Bardzo za to przepraszam i obiecuję nad tym popracować.

Apart Natural- mydła w płynie.

Na pierwszy rzut do testów poszły mydła w płynie Apart Natural. Stoją sobie w łazience i myję nimi ręce na zmianę:-)
Testuję trzy wersje zapachowe: alg i goji, jedwabiu i noni, oraz oliwki i buriti.


O co chodzi z linią preBIOtic?
Prebiotyki zastosowane w produktach marki APART preBIOtic  stymulują wzrost naturalnej mikroflory bakteryjnej, korzystnej dla skóry człowieka.
Bakterie na skórze może podzielić na dwie podstawowe grupy: szkodliwe (patogenne) i korzystne (probiotyczne).
Mikroorganizmy patogenne powodują zaburzenia funkcjonowania skóry (trądzik, nieprzyjemny zapach, podrażnienia, swędzenie, wypryski) czy wręcz wywołują poważne choroby.
Probiotyczne tworzą na skórze korzystną mikroflorę, która wzmacnia zdolność do obrony przed m.in. detergentami, alergenami, oraz czynnikami środowiskowymi, które mogą zakłócić funkcjonowanie naskórka i powodować jego obrzęk, suchość, pękanie, a także zwiększoną wrażliwość. Ponadto pomagają zatrzymać wilgoć, opóźniają starzenie się skóry (pobudzają enzymy zwalczające wolne rodniki) oraz pobudzają skórę do odnowy.
Mycie skóry oraz czynniki środowiskowe przyczyniają się do likwidacji flory bakteryjnej. Prebiotyki to naturalne substancje stymulujące rozwój korzystnej dla człowieka flory bakteryjnej, która nie dopuszcza do rozwoju szczepów patogennych.

Brzmi super, zwłaszcza dla skór wymagających prawda?

Teraz o samych mydełkach. Na początek- bardzo cieszą oko:-) Dostałam je w opakowaniach uzupełniających, ale są cudnie kolorowe. Opakowanie ma 400ml. Wydobywanie z niego mydła nie jest zbyt wygodne, dlatego zdecydowanie polecam kupić wersję z pompką, o ile nie mamy w domu pustej.
Oceniam wszystkie wersje, gdyż wg mnie nie różnią się one niczym poza zapachem, ale o tym za chwilę. 
Mydło ma kremową konsystencję, jest dość gęste, ale niewielka ilość wystarczy, by umyć wybraną część ciała:-) Do tego ładnie się pieni, tak jakby ślizga się po skórze i łatwo spłukuje. Nie ma problemu, żeby domyć nawet bardzo brudne ręce. Po zastosowaniu skóra jest miękka, nie wysuszona, chociaż bardzo przesuszona skóra moim zdaniem i tak będzie potrzebowała po myciu jakiegoś nawilżacza. Kosmetyki nadają się do wrażliwej skóry, są hipoalergiczne.


Zapach....jest przecudny! Mogłabym je kupić dla samego zapachu:) Najbardziej przypadł mi do gustu zapach jedwab i noni, bo jest słodki, a ja lubię słodkości. Pozostałe dwa są bardziej świeże. Po myciu pachnie nimi cała łazienka, a zapach zostaje naprawdę na długo. 
Nie jest to może hit nad hitami, ale całkiem sympatyczne mydełko i myślę, że jak mi się skończy, to kupię jeszcze nie raz:-) 

Poszczególne składy niewiele się różnią między sobą, ale wklejam wszystkie dla ciekawskich:

algi i goji

oliwka i buriti

jedwab i noni


Pomarańczowo-waniliowo.

Produkty do ciała znam i lubię, ucieszyłam się więc, kiedy dostałam od firmy Dax Cosmetics zapas, a mianowicie peeling cukrowy oraz masło do ciała waniliowo- pomarańczowe z serii Perfecta SPA.
Peelingów tych zużyłam już kilka pudełek i należą do moich ulubionych, zwłaszcza właśnie waniliowo-pomarańczowa wersja. Nie miałam okazji wypróbować zapachu marcepanowego i bardzo jestem go ciekawa.


A dlaczego je lubię?

Peeling zamknięty jest w bardzo wygodnym opakowaniu. łatwo się go odkręca i wydobywa. Jest średnio wydajny, ja natomiast stosuję go głównie do do dolnych partii ciała:), także starcza mi spokojnie na miesiąc. Jest gruboziarnisty- dość mocno trze, fajny z niego zdzierak, jednak nie na tyle mocno, żeby zrobić krzywdę. Krzywdy nie zrobi też z tego powodu, że zdzierające drobinki otoczone są masą, która jest lekko tłustawa, z tego powodu wygodnie się peelinguje, produkt ładnie ślizga się po skórze. Przez swoją konsystencję po spłukaniu zostawia na ciele lekki film- co dla mnie jest ogromnym plusem, bo nie trzeba już balsamu,a skóra naprawdę nie jest przesuszona. No i zapach piękny, pozostaje na skórze na długo.


Masło do ciała natomiast miałam przyjemność wypróbować pierwszy raz. Jest przyjemne w używaniu- ma śliską konsystencję, łatwo się rozprowadza. Używając codziennie, zużyłam je zdecydowanie szybciej niż peeling. Skóra jest przyjemnie nawilżona. Nie jest to może jakieś super odżywienie, ale wystarczające jak na moje potrzeby. Zapach jest trochę gorszy niż w peelingu, w moim odczuciu troszkę chemiczny, ale nadal ładny i długo utrzymuje się na skórze. Masło podobnoż ma działanie antycellulitowe- tego afektu nie zaobserowałam, mój cellulit ma się dobrze.Tak naprawdę jednak nie jestem w stanie nic zarzucić temu produktowi (no, chyba że to, że mi nie wypracował skórki pomarańczowej) i z czystym sumieniem mogę go polecić dla wielbicielem mazideł do ciała.


Jednak moim ulubieńcem zdecydowanie jest peeling !

Jak zlikwidować cellulit? Nowości Pharmaceris.

Na pytanie postawione w tytule posta, aż chce mi sie odpowiedzieć- NIE DA SIĘ! Bo wg mnie jest to strasznie trudne, zwłaszcza, kiedy mamy ten cellulit genetycznie zaprogramowany. Ale można go w znacznym stopniu ograniczyć, zmiejszyć, sprawić, zeby był mniej widoczny.
Jak? Odpowiednia dieta, ćwiczenia i pielęgnacja.
Nie ma kosmetyków cud. Nie ma tak, że siedząc na tyłku i wcinając chipsy, a jedynie wieczorkiem wsmarowując jakiś kremik, pozbędziemy się cellulitu. Trzeba zastosować kompleksowe działanie.
Wskazane są ćwiczenia i zabiegi usprawniające krążenie oraz niskotłuszczowa dieta.
Kompleksową pielęgnację skóry objętej cellulitem zapewnia stosowanie odpowiednich peelingów
złuszczających martwy naskórek oraz poprawiających mikrokrążenie w skórze i aplikacja kremów
antycellulitowych.

Apteczka marka Pharmaceris proponuje dwa kosmetyki, zwalczające ten przykry problem. Szczegóły macie poniżej (kliknij, aby powiększyć):

Recenzja- produkty do ciała Lirene.


Lirene Intensywna Regeneracja ratunek w kremie 

Pojemność opakowania: 200 ml
Producent/marka: Lirene
Linia: Intensywna regeneracja
Cena: 13.99 zł
Typ skóry: odwodniona, sucha
Wiek: bez ograniczeń
Działanie: natłuszczające, ochronne, odżywcze, regenerujące, wygładzające

Od producenta:
Ratunek w kremie do ciała do skóry bardzo suchej i szorstkiej Lirene Intensywna regeneracja
Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry, która potrzebuje błyskawicznej i skutecznej regeneracji. Krem Lirene przynosi skórze natychmiastową i długotrwałą ulgę dzięki specjalistycznej formule lipidowej. Kompozycja naturalnych olei skutecznie i szybko niweluje uczucie napięcia i szorstkości, podczas gdy gliceryna wspomaga naturalną funkcję obronną skóry oraz wzmacnia działanie naturalnych substancji lipidowych. Ekstrakt z błękitnej algi skutecznie i szybko likwiduje mikropęknięcia w przesuszonych miejscach na skórze.

Moja ocena:
Ten produkt do ciała jest moim ulubionym z wszystkich trzech, które otrzymałam do testów. Ma dosyć gęstą konsystencje, ale rozprowadza się łatwo i dość szybko wchłania. Zaraz po aplikacji skóra jest nawilżona, balsam pozostawia cieniutką, ochronną warstewkę. Nie lepi się i nie jest tłusty. Mam skórę normalną i dla mnie nawilżenie jest wystarczające. Ukoił moją podrażnioną po depilacji skórę na łydkach. Moja mama za to, posiadaczka skóry bardzo suchej, smarowała się nim rano i wieczorem, żeby utrzymać optymalne nawilżenie. Przy takim sposobie aplikacji ( 3 razy dziennie) kosmetyk wystarczył na 2 tygodnie stosowania, także moim zdaniem wydajność też jest dobra. A do tego ma bardzo ładny, lekko słodki zapach, który długo utrzymuje się na skórze.

Podsumowując:
Mój faworyt! Bardzo fajny balsam, spełniający obietnice producenta.

Lirene Głębokie Nawilżanie serum do ciała 

 

 

Pojemność opakowania: 200 ml
Producent/marka: Lirene
Linia: Głębokie nawilżanie
Cena: 13.99 zł
Typ skóry: sucha, normalna, każda
Wiek: bez ograniczeń
Działanie: zmiękczające, ochronne, nawilżające

Od producenta:
Serum do ciała do ciała do skóry suchej i normalnej Lirene Głębokie Nawilżanie
Serum Lirene przeznaczone jest dla skóry suchej i normalnej, która potrzebuje wzmocnionej i intensywnej kuracji nawadniającej. Głęboko nawilża, aż do 48h, dzięki zawartości wyciągu z korzenia Imperata cylindrica. Zwarty w formule serum Lirene Głębokie Nawilżaie hialuronian sodu tworzy na skórze film, ograniczający proces parowania wody i przywracający równowagę prawidłowych funkcji skóry, zaś gliceryna poprawia elastyczność i miękkość naskórka.
Moja ocena:
Serum obiecuje 48h nawilżenia biodermalnego. Nie wiem do to dokładnie oznacza, ale dla mnie to, że moja skóra powinna być nawilżona przez 48h i nie potrzebować w tym czasie balsamu. Samo słowo serum zresztą kojarzy się z jakąś większą dawką składników odżywczych. Cóż, dla mnie jest to kosmetyk, który niczym się nie wyróżnił. Moja skóra po myciu następnego dnia znów domagała się balsamu, więc nawilżona przez 48h nie była. Natomiast z nawilżeniem po kąpieli radzi sobie dobrze- jest gęsty, ale dobrze się nakłada i wchłania. Również starczył na 2 tygodnie codziennego stosowania przez 2 osoby. Co mi przeszkadza to zapach- jest świeży, trochę morski. Ja wolę bardziej odprężające zapachy, natomiast moja mama była zadowolona i uznała, że zapach jest ładny.

Podsumowując:
Dobry kosmetyk, jednak częściowo spełniający obietnice producenta- nie zaobserwowałam aż tak długiego działania, jakie on obiecuje.

Lirene Głębokie Nawilżanie mleczko do ciała 

 

 

Pojemność opakowania: 250 ml
Producent/marka: Lirene
Linia: Głębokie nawilżanie
Cena: 12.99 zł
Typ skóry: sucha, odwodniona, normalna
Wiek: bez ograniczeń
Działanie: wygładzające, odżywcze, nawilżające

Od producenta:
Mleczko do ciała Lirene Głębokie Nawilżanie do skóry suchej i normalnej nawilża i pielęgnuje, dzięki specjalistycznej formule biodermalnej, która utrzymuje optymalną zawartość wody na wszystkich poziomach naskórka. Lekka konsystencja sprawia, że mleczko łatwo się rozprowadza i szybko wchłania.
Synergiczne działanie masła kakaowego oraz gliceryny zapewnia głębokie nawilżenie utrzymujące się aż do 48h*.
Kompozycja masła Shea oraz hialuronianu sodu ogranicza proces parowania wody i zabezpiecza przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych.
Mikrocząsteczki wchodzące w skład formuły posiadają doskonałe właściwości higroskopijne dzięki czemu poprawiają elastyczność i miękkość naskórka.
Mleczko Linene Głębokie Nawilżanie doskonale odżywia i nawilża skórę dzięki zawartości wosku z oliwek, który łatwo penetruje w głąb skóry i sprawia, że skóra jest aksamitnie miękka.

Moja ocena:
Ten kosmetyk z kolei najbardziej przypadł do gustu mojej mamie. Ma lżejszą konsystencje niż poprzednicy, przez co jego nakładanie jest szybkie i wygodne. Błyskawicznie się wchłania , co jest plusem zwłaszcza rano. Dobrze nawilża skórę przez cały dzień, jednak po kąpieli ciało domaga się kolejnej dawki.  Po zastosowaniu skóra jest miękka i wygładzona. Jest troszkę mniej wydajny, ze względu na bardziej lejącą konsystencje- starczył na mniej niż dwa tygodnie codziennego stosowania.  Zapach taki jak w całej serii- świeży, kojarzący się z morzem.

Podsumowując:
Ulubieniec mojej mamy, dla mnie kosmetyk spełniający zadanie, bez większych wad.

Drobnoziarnista formuła.

Dzisiaj czas na recenzje peelingu do ciała Lirene z serii Głębokie Nawilżanie. Używam go od miesiąca, więc myślę, że już mogę coś o nim powiedzieć.

 O samej linii:
Lirene Głębokie Nawilżanie to linia przeznaczona do skóry suchej i normalnej. Dzięki formule biodermalnej zawierającej m.in. olej bawełniany, masło kakaowe i wyciąg z Imperata cylindrica, kosmetyki z tej linii pomagają utrzymać optymalną zawartość wody aż do 48 godzin, ograniczając proces parowania, poprawiając elastyczność i miękkość skóry oraz przywracając jej naturalną hydro-równowagę.


Co o peelingu  mówi producent?
Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry suchej i normalnej, która potrzebuje odświeżenia i nawilżenia. Peeling aktywnie myje skórę, a także, dzięki zawartości wyciągu z korzenia Imperata cylindrica, nawilża, przywracając jej naturalną hydro-równowagę. Drobne ziarna delikatnie, ale skutecznie złuszczają obumarłe komórki naskórka, dzięki czemu skóra staje się aksamitnie gładka i elastyczna. 
Dostępny w drogeriach w cenie ok 14zł za 200ml.

Co ja sądze?
Kosmetyk zamknięty jest w wygodnej, niebieskiej tubie. Bardzo łatwo się go wydobywa z opakowania, łatwo otwiera, dzięki miękkiemu opakowaniu mamy pewność, że zużyjemy go do końca.
Sam peeling jest neonowo niebieski, kolor na pewno dodaje energii:)



Konsystencja jest w sam raz, nie za gęsta. Łatwo jest go rozprowadzić na skórze, w związku z czym kosmetyk jest wydajny.  Jak dla mnie, jest to jednak bardziej żel niż peeling. Drobinki są bardzo delikatne, niezbyt ostre, dlatego produkt nadaje się dla wrażliwców lub na delikatne miejsca jak biust czy dekolt. Jeśli ktoś jest fanem ostrego tarcia, to raczej się zawiedzie:) Zapach jest taki jak w całej linii- odświeżający, morski, dla mnie zbyt mocny. Nie pozostaje jednak na skórze. Skóra po użyciu jest gładka i miękka, moja jednak wymaga dodatkowego użycia balsamu, także jeśli chodzi o nawilżenie, produkt nie do końća spełnia obietnice, jednak do nawilżenia są balsamy:)
Podsumowując: idealny produkt do codziennego stosowania, jeśli chcemy mieć gładką skórę, zwłaszcza zimą!