Pages

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit czy kit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit czy kit. Pokaż wszystkie posty

Hit czy kit? Serum-olejek do włosów Gliss Kur.

Na fali popularności olejowania włosów, firma Gliss Kur niedawno wprowadziła na rynek nowość- serum- eliksir do włosów z drogocennymi , pielęgnującymi olejkami.
Postanowiłam przetestować to cudo i podzielić się z Wami wrażeniami.

Kosmetyk zamknięty jest w dość małej, 75ml buteleczce z pompką. Kosztuje w promocji około 25zł, więc stosunkowo drogo jak za taką pojemność. 

Co obiecuje producent:
Produkt przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji włosów wymagających intensywnego odżywienia. Eliksir zapewnia optymalne wygładzenie struktur włosa. Po zastosowaniu produktu włosy stają się lśniące oraz elastyczne bez efektu obciążenia.
Preparat zawiera olejek argonowym który głęboko i skutecznie nawilża włosy. Posiada on także silne działanie o charakterze regenerując, chroni przed silnym działaniem promieni słonecznych czy też wiatru.
Produkt nadaje się do każdego rodzaju włosów, a w szczególności do włosów suchych i zniszczonych, wymagających szczególnej pielęgnacji.
Jest wydajny - wystarczy jedno lub dwa rozpylenia, aby zapewnić włosom niezbędną ochronę. Składniki Eliksiru Gliss Kur są wchłaniane przez włosy bez pozostawiania na nich zbędnych resztek. Codzienne stosowanie preparatu wyraźnie poprawia kondycję włosów.
Eliksir może być stosowany w różny sposób:
- przed myciem włosów - dzięki czemu nie będą się plątały w trakcie mycia, szczególnie ważne dla osób o zniszczonych włosach,
- po myciu włosów - stosowany na wilgotne włosy bez spłukiwania odżywia je i wygładza oraz zapobiega ich plątaniu się,
- przed wyjściem - chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi oraz ułatwia ułożenie fryzury. 


 Moja opinia:
Pompka działa bez zarzutu, dwa naciśnięcia wystarczą by  rozprowadzić kosmetyk na włosach. Więcej jest niewskazane, ze względu na oleistą konsystencje. Przy takiej ilości dwóch pompek produkt nie przetłuszcza włosów, za to ładnie je nabłyszcza, niweluje efekt "szopy", włosy wyglądają zdrowo. Moje kręcone dodatkowo zbija w ładne loki. Produkt jest gęsty, przez co niezbyt wydajny.



Olejek jest mocno żółty, ale na szczęście nie ma to wpływu na włosy. Zapach średni- trochę duszący, długo utrzymuje się na włosach.
Producent rekomenduje kosmetyk do używania PRZED myciem włosów, w celu ich odżywienia i nawilżenia. Cóż.....ja używam go tylko do stylizacji. Dlaczego? Popatrzcie:


Na samym początku silikony, które mają działanie wygładzające, ale na pewno nie odżywcze czy nawilżające. Oleje są dopiero dalej. Także ten efekt gładkości jaki daje serum, to zasługa silikonów niestety. Moje włosy silikony akurat lubią, ale osoby, które spodziewają się pielęgnacji- mogą być rozczarowane.
Serum działa podobnie do popularnego jedwabiu. Sprawia, że włosy wyglądają zdrowo, ale jest to efekt chwilowy.
Moje włosy po użyciu:



To czy produkt jest dobry czy nie, zależy od tego, czego tak naprawdę od niego oczekujemy.

A Wy jak myślicie? Hit czy kit?

Hit czy kit? Siarkowa Barwa.

Dzisiaj na tapecie krem na pryszcze:-)Barwa, Siarkowa Moc, Antybakteryjny krem matujący.
Swego czasu dużo się naczytałam o nim, ma on duże grono zwolenniczek, a jako że produkt polski i niedrogi postanowiłąm go nabyć w oszałamiającej cenie ok. 15zł.
Nie mam jakiś większych problemów z trądzikiem, ale zdarza się niestety ,że mnie wysypie od czasu do czasu- głównie na brodzie i żuchwie i na czole.
Cerę mam niby mieszaną, ale teraz latem cała buzia świeci mi się niemiłosiernie.


Najpierw obietnice producenta:
Krem polecany jest do codziennej pielęgnacji cery z problemami trądzikowymi. Specjalnie dobrany zestaw składników aktywnych pozwala na skuteczną walkę z objawami trądziku i nadmiernym błyszczeniem się skóry. Krem błyskawicznie matuje skórę na wiele godzin nadając jej pudrowy wygląd. Zamyka rozszerzone pory, skutecznie zwalcza pryszcze i przeciwdziała ich ponownemu powstawaniu. Chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV, pozostawia skórę aksamitnie gładką i świeżą.
Składniki aktywne: siarka, krzemian glinowo-magnezowy, tlenek cynku, multifruit extract, naturalne pochodne oliwy z oliwek, alantoina, masło shea .

Skład: Aqua, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea, Olive Oil Unsaponifiables, Magnesium Aluminum Silicate, Dicaprylyl Carbonate, Butyrospermum Parkii, Zinc Oxide, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Allantoin, Sulfur, PEG-30 Castor Oil Vaccinium Myrtillus, Saccharum Officinarum, Citrus Aurantium Dulcis, Citrus Medica Limonum, Acer Saccharinum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Citral, d-Limonene, Linalool

A teraz co ja sądzę.
Krem zamknięty jest w plastikowym słoiczku, dość tandetnym niestety i słabej jakości- mój słoiczek był popękany od samego początku, także nie wiem nawet czy tak ma być, czy popękał gdzieś w transporcie. Niemniej jednak wizualnie dość ładny, podobny trochę to Clarinsa:)

Sam krem ma baaardzo gęstą konsystencję. Trzeba go szybko rozprowadzać, ponieważ po chwili zastyga. Zastygając tworzy taką jakby pudrową warstewkę. I tutaj plus- natychmiastowo matuje! Skóra się nie świeci, jest świetnie przygotowana do makijażu. Krem daję wręcz efekt przypudrowanej skóry. Tutaj swoje zadanie spełnia znakomicie, mat trzyma się kilka godzin.


Jeśli chodzi o likwidowanie wyprysków...nie zauważyłam nic a nic. Mam dodatkowo wrażenie, że może przy dłuższym stosowaniu zapychać, i spowodować jeszcze większy wysyp. Dlatego ja używam tego kremu na dzień i maksymalnie co kilka dni.
Bo niestety krem wysusza. Mam wrażenie jakby spijał całą wodę ze skóry, dając uczucie lekkiego ściągnięcia. Także absolutnie nie polecam dla suchej skóry. Najlepiej sprawdzi się na tłustej.
Nie wiem jak z wydajnością, ponieważ dość rzadko go używam, ale myślę, że przeciętna.
I ostanie...zapach. Jest straszny! Niby cytrynowy, ale bardzo, bardzo chemiczny. Dziewczyny, wierzcie lub nie, ale pachnie wypisz wymaluj jak Cif do czyszczenia łazienek. Fuj!

No i werdykt: hit czy kit? Wychodzi na to, że ani to, ani to.
Wg mnie nie jest to krem do codziennego stosowania, ale można spróbować.

Hit czy kit? Odżywka do włosów Kallos.

Kallos, Crema al Latte- Mleczna odżywka do włosów.

O tej odżywce najpierw dużo się naczytałam na wizażu, potem postanowiłam sama wypróbować. Przyznam, że skusiła mnie głównie cena- na allegro zapłaciłam ok 12zł, i jeśli chcecie wypróbować to właśnie tam opłaca się kupić.


Kiedy odżywka przyszła, byłam w szoku- opakowanie- 1000ml- jest ogromne. W życiu nie miałam jeszcze takiej ilości kosmetyku:)W środku mamy biały krem, dość gęsty, ale bardziej w konsystencji jak odżywka niż jak maska. Mimo to dobrze się trzyma i nie spływa z włosów. Zapach jest po prostu boski! Taki mleczko-waniliowo-budyniowy i po spłukaniu utrzymuje się na włosach, dla mnie to ogromny plus!

CO obiecuje producent?

Dzięki proteinom pozyskanym z mleka krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały do zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone

Skład jest dosyć przyjemny, nie ma silikonów i to głównie zaważyło o kupnie, gdyż silikonów po moim brazylijskim prostowaniu musiałam absolutnie unikać.
Maska jesli ją dobrze spłukałam nie obciążała mi włosów, dlatego używałam jej po każdym myciu. Włosy były po niej śliskie, łatwo było je rozczesać. No i w zasadzie tyle.
Odżywka ta miała za główne zadanie odżywić włosy- i tutaj, cóż, szczerze mówiąc nie zauważyłam różnicy między nią a innymi tego typu sklepowymi kosmetykami.
Wydajność na plus, używałam jej non stop od grudnia do marca minimum 3 razy w tygodniu i zostało mi w opakowaniu 1/3.
Czyli podsumowując plusy:
-zdecydowanie zapach
-cena
-wydajność
-włosy się ladnie rozczesują

Minusy:
- nie robi tego co ma robić, czyli nie nawilża i nie odżywia.

No i cóż, odżywka jakich wiele, mnie rozczarowała.
Mój werdykt: KIT.

Hit czy kit? Maskara Extreme Lashes.

Dzisiaj biorę pod lupę tusz do rzęs Extreme Lasheh firmy Wibo. Wielokrotnie natknęłam się na opinie, że to istne cudo i w ogóle ach i och. Postanowiłam sama to sprawdzić, tym bardziej, że cena zachęcająca-9zł.


Zachwyciło mnie opakowanie- proste, w bardzo energetycznym, modnym teraz fuksjowym kolorze. Szczoteczka jest jak dla mnie idealna, ani duża, ani mała, taka w sam raz, prosta i gęsta. Bardzo wygodnie się maluje rzęsy, nawet te w kącikach.


Czerń jest głeboka, ale sam tusz dość rzadki- ja sobie zawsze upaćkam powiekę, szczególnie dolną przy malowaniu, ale może to kwestia wprawy.Mimo to, szczoteczka nabiera odpowiednią ilość tuszu- nie tworzy grudek.

Co nam obiecuje producent?
Tusz jest generalnie z tych wszystkomających- obiecuje wydłużenie, pogrubienie i trwałość przez cały dzień. Co do trwałości jest zadowalająca, nie osypuje się jakoś bardziej niż inne tusze. Co do pozostałych rzeczy to....

Powiem tak: tusz jest idealny na dzień dla osób, które nie oczekują teatralnego podkreślenia rzęs. Dość dobrze wydłuża, pogrubia jednak minimalnie, a to dla mnie ważne, bo mam cienkie rzęsy i jest ich naprawdę malutko. Moje rzęsy są dość długie (ale niestety jasne na końcach) dlatego oczekuję przede wszystkim pogrubienia. I tutaj się niestety zawiodłam.
ALe największym minusem tej maskary jest sklejanie. Moje liche rzęsy zbiera w kępki, co sprawia, że można je policzyć na palcach jednej ręki, do tego wyglądają nieestetycznie. Żeby wyglądały ładnie muszę poświęcić długie minuty na ich mozolne rozczesywanie.
Dlatego zrobiłam zdjęcia prawdziwego efektu, bez rozczesywania, z jedną warstwą tuszu. Jakoś musicie wybaczyć, niełatwo samej sobie zrobić takie fotki:)

Rzęsy bez niczego:



Z jedną warstwą tuszy, bez rozczesywania:




Za ta cenę można zaryzykować, jednak ja oczekuję znacznie więcej od tuszu do rzęs.
Dlatego mój werdykt? KIT.

Hit czy kit? Preparaty Lovely.

Postanowiłam wprowadzić nowy cykl "Hit czy kit". Mam zamiar wziąć pod lupę popularne produkty, na które zrobiła się moda i które dużo osób posiada, a równie dużo chce posiadać z tych czy innych względów.
Dzisiaj na tapecie preparaty do paznokci Lovely, firmy Wibo.

Przyznam się, że póki co wypróbowałam dwa:
słynne serum wzmacniające z wapniem i wit. C oraz utwardzacz.
Serum:
Zawiera kompleks wyciągów z wiśni egzotycznej z zachodnich Indii i wapnia zamkniętych w kapsułkach liposomów. Wiśnia egzotyczna jest bogatym źródłem wit. C, A i F, która stymuluje regenerację komórek i syntezę kolagenu.


W internecie krąży powyższe zdjęcie, w rzeczywistości jednak serum ma ślicznie różowy kolor. Ma gęstą, galaretkowatą konsystencje, dzięki czemu nie rozlewa się i nie spływa z paznokci. Dość szybko się wchłania.Ma wygodny pędzelek, jest łatwa w aplikacji i wydajna. A co najważniejsze: działa! Mam wrażenie, że nawilża paznokcie ( i skórki!), a po użyciu są takie...jakby wygładzone. Na dłuższą metę potrafi doprowadzić do zadowalającego stanu zniszczone paznokcie.
Jednakże preparat wyparowuje z buteleczki- kiedyś zapomniałam, że go mam i znalazłam po ok. 2-3 miesiącach. Jakież moje zdziwienie było, kiedy w buteleczce nie znalazłam ani kropelki!Ale kupiłam drugie opakowanie, co jest najlepszą rekomendacją.
No i jest tani, co najbardziej lubię- ok 8zł.

Drugi preparat, który aktualnie używam, to utwardzacz do paznokci.
Pielęgnuje słabe, rozdwajające się paznokcie dzięki silikonowej powłoce, która chroni płytkę paznokcia przed niebezpieczeństwami dnia codziennego. Zawiera proteiny m.in. keratynę, przyśpieszającą regenerację paznokcia. Stosowany na lakier przedłuża jego trwałość.


Ten preparat służy mi głównie jako baza pod lakier i w tej opcji spisuje się znakomicie. Działa trochę jak lakier- nie wchłania się, tylko zostawia delikatną, półmatową warstewkę. Lakier trzyma się na nim dobrze, nie barwi płytki paznokcia, łatwo się zmywa. CO więcej, preparat możemy też zastosować na lakier- przedłuża wtedy jego trwałość, chociaż szczerze mówiąc, nie widzę różnicy. Jeśli chodzi o działanie, to faktycznie mam wrażenie, że paznokcie nie niszczą się od lakieru tak bardzo jak wcześniej. Można też stosować solo, wtedy jednak dość szybko się ściera.
Kosztuje też około 8 zł.

W ofercie jest jeszcze mnóstwo innych preparatów,ja na pewno je wypróbuje, obecnie mam chętkę na ten, który daje efekt sztucznych paznokci:)

Mój werdykt : HIT!